Zauważyła, że drzwi do ósemki nie są zamknięte, a zamek jest popsuty. Myślała, że ktoś się

u się ciekawie,

Jada Hollister, jest pani aresztowana.
pewnie musiał jeszcze odpowiedzieć na kilka pytań, ale to już będzie na posterunku, w Parker
jakoś pomogło.
słuchasz? Powiedziałem już wszystko, co wiem. Jest tu, na taśmie.
porównaniu z tym, co wrzało w jego duszy. Ależ był wściekły. Za kogo, do cholery, Delilah
wzrokiem tłumy ludzi z walizkami, torbami, plecakami. Nastolatek dźwigał futerał z gitarą
Nie! Jennifer od dawna nie żyje.
Boże, jak Caitlyn kochała to dziecko! Nic dziwnego. Jamie była urocza. Piękna jak matka i czarująca jak ojciec. Kelly zmarszczyła brwi i popatrzyła na ciemną, leniwą wodę uderzającą o pale. Musiała niestety przyznać, że Josh potrafił kusić jak sam diabeł. Pośpiesznie zawarte małżeństwo Caitlyn było początkowo dobre, nie idealne, ale co najmniej poprawne. Nawet w czasie separacji. Aż do chwili, gdy Jamie zachorowała... Biedna mała. Kelly przełknęła z trudnością ślinę, a oczy piekły ją od powstrzymywanych łez. Do diabła, kochała to dziecko. Prawie tak bardzo jak Caitlyn. Prawie tak bardzo jak własne. Może dlatego, że sama nie miała dzieci. Pociągnęła nosem i weszła z powrotem do domu, poszukać w torebce papierosów. Nic z tego. Paczka była pusta. Wrzuciła ją do kosza przy biurku i natrafiła wzrokiem na fotografię swojej siostrzenicy. Jamie siedząca w
zapomnieć. – Nie próbuj zmieniać tematu, to ci się nie uda. – Oparła łokcie na stoliku. –
– A co, syn kuzynki ma kłopoty z policją?
dzieciaków na rolkach wyminęła chudą kobietę, która prowadziła na smyczy potężne
Przez uchylone drzwi.
Montoya wylądował na lotnisku LAX, odebrał bagaż i poszedł do wypożyczalni
Rozdział 27

I na tej smutnej drodze naliczyłem

– Pięć lat.
rozmów miała charakter poufny.
– Panie dyrektorze, nie mamy dużo czasu.
chowa pod maskę pokory. Kiedy trzaskają za
którego spiętą twarz rozrywa nagły atak
łzy.
się na pytaniach, bo są łatwiejsze niż odpowiedzi, – Dobrze jest koncentrować się na
A kiedy ktoś umiera, robi się zapiekanki. Z szynką i ziemniakami. Siedmio – warstwowa
łatwiejszego. Stworzyłem tajemniczego faceta, żebyście mieli się za kim uganiać. Co za spryt
Sobota, 20 maja, 12.16
połyskiwała nad wierzchołkami drzew. Szedł przez niezbyt gęsty zagajnik, potem polaną,
47/86
– Przepadam za draństwem! – zawarczał świętokradca, gładząc ją po plecach i bokach. –
innego i tak nie ma.
przyjęcie.

©2019 w-wladca.lubin.pl - Split Template by One Page Love